• Wpisów:1
  • Średnio co: 4 lata
  • Ostatni wpis:8 lata temu, 16:07
  • Licznik odwiedzin:2 455 / 2958 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Tytułowy cytat z kultowego filmu Barei "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz", wpasowuje się w obecną sytuację polityczną Polski lepiej niż jakikolwiek inny. Zmiany groteskowe, których z pewnością Gombrowicz by się nie powstydził.

Takich zmian chyba jednak nikt się nie spodziewał. W pierwszej kolejności okazał się , że nasz świętej pamięci Prezydent Lech Kaczynski wcale nie był Prezydentem nieudolnym, zaściankowym i ksenofobicznym prezydentem, a wybitnym mężem stanu i bohaterem narodowym równym królom. Jak się okazało, to było jedynie preludium do tego co ma dopiero nastąpić.
I tak o to trwająca kampania wyborcza zostaje utrzymana w tonie pastiszu.

W pierwszej kolejności Jarosław Kaczyński. W ostatnim czasie możemy obserwować ocieplenie wizerunku prezesa PiS. Czy taka przemiana jest możliwa? Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, które najtrudniejsze były właśnie dla Jarosława Kaczyńskiego - byłoby to całkiem naturalne. Jednak należy się zastanowić chwilę dłużej by zauważyć brak spójności w pozytywnej aurze która teraz otacza prezesa PiS. Polityk do tej pory agresywny, despotyczny, arogancki i władczy stał się nagle stonowanym, wyciszonym zachęcającym do ponadapartyjnego działania kandydatem na Prezydenta. Ciężko aby w obliczu zaistniałych okoliczności utrzymywał kampanię w znanym sobie stylu. Wyborcy by tego nie pochwalili. Teraz także i Jarosławowi Kaczyńskiemu przypisuje się heroizm i siłę prawdziwego bohatera, który pomimo osobistej, tak wielkiej tragedii postanowił stanąć na wysokości zadania i kontynuować wielkie dzieło rozpoczęte przez brata. Sztab pracuje nad wizerunkiem prezesa, więc on może pozwolić sobie na luksus milczenia. Pojawia się i znika. Kandydat na Prezydenta, którego ktoś widział, jednak nie jest w stanie powiedzieć kiedy ani gdzie miało to miejsce. Ostatnia odezwa do "Przyjaciół rosjan",była na tyle głośna, że odbija się echem do dziś.


To pozwala Jarosławowi Kaczyńskiemu nadal zza kurtyny jedynie obserwować własną kampanię. Jeśli mowa jest srebrem, milczenie złotem, to surowca jakim jest tak zmyślna umiejętność ograniczania się w słowach jeszcze nie odkryto. Jarosław milczał, milczy i będzie milczeć bo idąc wzorem klasyka Haska "Było to więcej niż zwykłe milczenie, czuło się w nim coś chwytającego za serce". Okazuje się, że nie tylko serce bo wielu z nas zaczyna odczuwać mdłości.
Nie ma już agresywnego Jarosława Kaczyńskiego, a Platforma Obywatelska, nie wie co z tym fantem ma zrobić. Mota się w prawo, lewo, strzela na oślep. I tak o to, pojawia się Janusz Palikot, któremu na czas żałoby założono knebel, a teraz ten knebel zdjęto.
Z uśmiechem piłam poranną kawę widząc odmienionego Janusza Palikota. Przemiana ściśle koherentna z przemianą Jarosława Kaczyńskiego.
Przyszedł wesprzeć w bojach swego kolegę Bronisława, widząc jak słupki drastycznie się kurczą. Będzie służył radą, klepał po ramieniu, wniesie do kampanii swoją wrażliwość, wysublimowanie i powściągliwość. Tak, to nowy Janusz Palikot.
Pokazuje nam że wcale nie tak trudno "przyprawić sobie gębę". Założyć okulary, stanąć przy pianinie, zmienić image i stonowanym, pełnym pokory głosem żałować za grzechy. O ile Jarosławowi Kaczyńskiemu gębę przyprawili specjaliści od PR i marketingu o tyle Palikot poszedł tym tropem. Prowokacja celna, jak żadna inna do tej pory.
To percepcja w gruncie rzeczy warunkuje nam rzeczywistość. Pytanie tylko jak daleko z tego pociągu, zwanego kampanią można się wychylić by zobaczyć więcej i jednocześnie nie wypaść?
Do wyborów będziemy obserwować cały szereg tego typu posunięć każdej ze stron. Wyborcy zostają wrzuceni w labirynt i zastanawiają się gdzie jest wyjście, wejście i jak jednocześnie się w tym wszystkim nie pogubić.

"Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba!"